O autorze
W Polsce przez 6 lat wymyślałem reklamy dla takich brandów jak Skoda, Lech, Heyah, Tui, Nivea, Lipton i Canal+. Po samochodowych wakacjach w Skandynawii zamarzyło mi się, żeby mieć w ogródku fjord i nie potrafiłem pozbyć się tego marzenia dostatecznie szybko. Od trzech lat mieszkam w Norwegii, w Hammerfest - najdalej na północ wysuniętym mieście świata - gdzie prowadzę firmę Fast Forward, produkującą zdjęcia i filmy reklamowe. Efekty mojej pracy można oglądać na blogu, a także tutaj: www.fastforwardnorge.no

Czego możemy nauczyć się z norweskich reklam?

"Koniec z siniakami.Przedstawiamy nowy sześcioosobowy wyciąg narciarski."
"Koniec z siniakami.Przedstawiamy nowy sześcioosobowy wyciąg narciarski." http://adsoftheworld.com/
Zanim zostałem fotografem spędziłem parę lat pracując w branży reklamowej. Z tego okresu wyniosłem nawyk uważnego śledzenia reklam w miejscach, które akurat odwiedzam. Po przeprowadzce do Norwegii natknąłem się na wiele przejawów kreatywnego i dojrzałego podejścia do promowania różnych rzeczy. Po spędzeniu w tym kraju kilku lat jestem pewien – Norwegia to niewyczerpane źródło reklamowych inspiracji.

Zacznijmy od najbardziej oczywistej rzeczy – krajobrazów. Dzięki swoim arktycznym sceneriom Norwegia jest jednym z najpiękniejszych krajów na świecie. Ośnieżone szczyty, majestatyczne fiordy, nieziemskie zorze polarne – to wszystko składa się na niezapomniane wizualne doznania. Norwegowie chętnie wykorzystują ten stan rzeczy na wiele sposobów i reklama jest jednym z nich. Doskonale zdają sobie sprawę, że używając spektakularnych widoków przenoszą wywołane przez nie pozytywne emocje na reklamowany produkt. Poniżej przedstawiam kilka przykładów reklam opartych o norweskie krajobrazy.






Norweski rynek reklamowy jest też inspirujący z kilku innych powodów. Obywatele tego 5-milionowego kraju przywykli do dość wysokiego poziomu kampanii emitowanych w mediach. Budżety na reklamę są zwykle odpowiednio wysokie, a działy marketingu unikają „wtrącania się” w pracę agencji reklamowych, co wpływa bardzo pozytywnie na końcowy efekt. Nie ma „ręcznego sterowania” kreacją, terminy są trochę rozsądniejsze, a kultura pracy wyższa.

Jedną z podstawowych różnic pomiędzy polskim a norweskim rynkiem jest to, że w Norwegii zdarza się bardzo mało „głupkowatych” reklam. Rzadko ktoś krzyczy, gada bzdury lub próbuje być na siłę zabawny. Nachalność jest bardzo nienorweska! Na szczęście nie oznacza to, że od reklam z kraju fiordów wieje nudą. Humor pojawia się dość często, zwykle opiera się jednak na dobrym wyważeniu i ironii. Poniżej przedstawiam kilka przykładów moich ulubionych norweskich reklam. Z pewnością największą uwagę wzbudza reklama Oslo Winterpark, która wywołałaby pewnie w kilku krajach (w tym Polsce) burzę w szklance wody. Na szczęście Skandynawowie są znani ze swojego wyluzowanego podejścia do nagości i taka reklama nie wzbudza niczyjego oburzenia.




Innym ważnym, jeśli nie najważniejszym, powodem dla którego lubię norweskie podejście do marketingu jest bardzo surowe prawo dotyczące reklam ulicznych. Dzięki temu tutejsze miasta są wolne od ton paskudnych, poumieszczanych bez ładu i składu plakatów, banerów i podobnych okropności zaśmiecających między innymi polskie ulice. Nikt nie robi tego „na dziko”, nie ma zasłaniania budynków na czas remontów, przy drogach (poza większymi miastami) nie ma żadnych tablic, nic nie wisi na płotach. Większość reklam pojawia się zatem w telewizji i prasie.

Obserwowanie norweskiego rynku reklamowego dostarczyło mi wiele przyjemności i inspiracji. Polecam zwrócenie na niego uwagi wszystkim osobom zainteresowanym tematem, a w szczególności zajmującym się reklamą. Nigdy nie zaszkodzi sprawdzić, jak robią to inni, prawda?
Trwa ładowanie komentarzy...